„Spotkanie z Herminą”, czyli jak antypolskość przemianować na „kulturowe dziedzictwo”

Granty na promowanie germańskiego dziedzictwa płyną wartkim strumieniem. Digitalizuje się niemieckie czasopisma, hołubi tradycje, propaguje postaci „zasłużonych” Niemców. Gdzie są granice tego szaleństwa? Otóż kolejną właśnie przekroczono. Lubuskie władze wspierają gloryfikowanie Herminy von Reuss – Niemki nienawidzącej Polskę i chwalącej działania Hitlera.

Fundacja „Saabor” im. Herminy von Schönaich-Carolath na Facebooku relacjonuje:

W jesiennej scenerii, w związku z otwarciem po rewitalizacji przypałacowego parku w Zaborze zorganizowaliśmy wydarzenie pt. „Spotkanie z Herminą”, którego Partnerem było Województwo Lubuskie. Prelekcji o słynnej mieszkance pałacu, księżnej Herminie towarzyszyła prezentacja unikatowych, pamiątkowych zdjęć i listów o dużej wartości historycznej. Uczestniczący w wydarzeniu Grzegorz Potęga Wicemarszałek Województwa Lubuskiego podkreślił konieczność pielęgnowania dziedzictwa kulturowego naszego regionu, którego perłą jest Pałac w Zaborze.

Nie byłem na prelekcji, więc nie wiem, co zachwyciło Pana Grzegorza Potęgę, że tak „podkreślał konieczność”. Na pewno na spotkaniu słyszał, jak z emfazą nazywano Herminę „ostatnią cesarzową Niemiec”. Wciąż podkreśla się wszędzie słowo CESARZOWĄ, a przecież jej małżonek, cesarz Niemiec Wilhelm II, był prekursorem ludobójstwa. Jego śladem poszedł później Hitler, którego Hermina popierała, dopóki widziała w tym dynastyczny interes.

Wilhelm II to zbrodniarz wojenny z I Wojny Światowej, który jak szczur uciekł przed zemstą własnego narodu do Holandii. Można by dodać też jeszcze jedno określenie Wilhelma II – Polakożerca. Odsyłam do źródeł, dlaczego tak na niego mówiono. Taką CESARZOWĄ chcecie tym podkreśleniem honorować? Do tego cesarzową Niemiec – kraju wówczas nam wrogiego. TO NIE JEST NASZE DZIEDZICTWO!

Fundacja „Saabor”, której wsparcia udzieliły władze województwa, nosi imię Herminy von Schönaich-Carolath. Dlaczego nie von Reuss, jak miała z domu albo Reuss-Hohenzollern, jak podaje polska Wikipedia? Czyżby jednak twórcy fundacji znali ciemną stronę działalności Herminy? Bo skąd pomysł, by uznać ją za patronkę fundacji pod nazwiskiem pierwszego męża? Niespotykany to raczej zabieg.

Zatrzymajmy się przy Wikipedii, bo podejrzewam, że większość to właśnie z niej czerpie informacje o Herminie. Otóż polska Wikipedia całkowicie pomija hitlerowski okres jej życia. Proszę popatrzeć:

A tu też Wikipedia, tyle, że niemiecka:

Przytoczę nieporadne tłumaczenie Googla:

W Niemczech Hermine utrzymywała bliskie kontakty z kręgami monarchistycznymi, nacjonalistycznymi i faszystowskimi. Wspierała te organizacje i brała udział w wydarzeniach politycznych.

Związek z narodowym socjalizmem

Ona również miała nadzieję, że partia nazistowska przywróci monarchię. Już w 1926 roku poznała Adolfa Hitlera, którego stanowczy sprzeciw wobec wywłaszczenia książąt zyskał uznanie niektórych członków wysokiej szlachty. W 1927 roku Hermine kazała założyć rezydencję w Starym Pałacu w Berlinie, aby mogła używać jej do zbierania poparcia dla restauracji, wraz z Magnusem von Levetzowem. [ 9 ] W 1931 i 1932 roku zorganizowała dwie wizyty powiernika Hitlera, Hermanna Göringa, w Doorn. Konsekwentnie polecała ruch nazistowski swojemu mężowi jako jedyną siłę, która jej zdaniem mogłaby przywrócić go na tron[ 10 ] Jednak Cecilie, żona następcy tronu Wilhelma, również intrygowała przeciwko niej w kręgach nazistowskich. [ 11 ] Początkowo z zadowoleniem przyjęła przejęcie władzy przez nazistów, a nawet chwaliła tzw. pucz Röhma z 1934 roku (zamordowanie SA oraz generała von Schleichera i jego żony Elisabeth ) jako decydujące działanie. [ 12 ] Od 1935 roku Hermine zaczęła tracić nadzieję. [ 13 ]

A tu cytat z publikacji Jarosława Kuczera pt. Archiwum Herminy von Reuss Korespondencja rodzin Reuss, Schönaich-Carolath, Hohenzollern oraz Prittwitz und Gaffron w zbiorach WiMBP im. C. Norwida w Zielonej Górze (Zielona Góra 2009).

W zbiorze tym po raz pierwszy spotykamy komentarze dotyczące osoby Adolfa Hitlera i są to komentarze pozytywne. (…) Teczka 14 Listy i kopie listów Herminy von Reuss, lata 1922-1942 rozważania nad słusznością polityki Niemiec w okresie II wojny światowej, konfliktem z Anglią podyktowanego koniecznością obrony i prawem do budowy silnego państwa.

Źródła, jak widać, są na wyciągnięcie ręki.

Trzech synów Herminy służyło w niemieckim wojsku, a najstarszy za „kampanię polską” otrzymał nawet Krzyż Żelazny. Dosięgła go sprawiedliwość dopiero w Związku Radzieckim. Hans Georg von Schoenaich-Carolath (1907–1943), bo o nim mowa, ginie na froncie z rąk jeńców radzieckich, których prowadził do niewoli. Na marginesie trzeba dodać: trwa moda na Ziemiach Zachodnich na poszukiwanie śladów niemieckiej szlachty, a zapomina się o tym, że to ona stanowiła trzon dowództwa niemieckiej armii.

Przypomnę to, co dla wielu obecnie nie jest oczywiste, że napaść na Polskę w 1939 roku była niewypowiedzianą wojną – zbrodnią. Proszę zajrzeć do naszych, wydawanych bez dotacji i wsparcia lubuskich luminarzy, książek: co robili Niemcy na terenach okupowanych i wspomnieć Herminy rozważania nad słusznością polityki Niemiec w okresie II wojny światowej.


Oprawcy naradzali się krótko, wybierając kierunek strzałów na młyn, aby nie zranić czasem swoich. Nie martwili się jednak tym, iż we młynie mieszkała rodzina Rybatyckich. Oprawca przyłożył karabin do oka i celnym strzałem ugodził najpierw błagającą o darowanie życia Mańkę, moją rówieśniczkę i koleżankę z dziecinnych zabaw i szkoły. Potem trafił Marię i na końcu trzecim strzałem ugodził starą matkę, ale niecelnie. Żydówka w przedśmiertnym szoku zaczęła uciekać w kierunku rzeczki. Wpadła do niej i tam kat dobił ją dwoma strzałami. Wołoszyn pośpieszył po hak p. poż. i nim wyciągnął na brzeg już martwe ciało nieszczęsnej kobiety. Obłędna cisza sparaliżowała nas wszystkich. Zlazłem ze strychu nad stajnią, skąd obserwowałem tę okrutną scenę i jak obłąkaniec bez celu chodziłem po podwórku, bez obawy o swoje życie. W tym właśnie czasie na podwórku utworzyła się kolejka wesołych „wyznawców” Got Mit Uns z menażkami po zupę z kuchni polowej. Jedli ją z apetytem.

[Michał Kutny, Losy rodziny Kutnych z Zarwanicy pod Złoczowem (1869-1945). Zarwanica –Złoczów –Lwów –Kraków –Katowice –Milkel –Kłodzko –Minkowice Oławskie, Zielona Góra 2019]

Grób Marii i Bronisława Słoneckich na cmentarzu przy ul. Starobrzeskiej w Brzegu. Na drewnianym krzyżu znajduje się tabliczka z napisem: PAMIĘCI NASZYCH DZIECI ROZSTRZELANYCH WE LWOWIE W 1944 R. KRYSTYNA LAT 20 MAREK LAT 16. Niemcy aresztowali i zamordowali Słoneckim oboje dzieci zaledwie kilka miesięcy przed zdobyciem Lwowa przez Armię Czerwoną. Nie wiadomo gdzie spoczywają ich szczątki. [Zob. Bronisław Słonecki herbu Korab – żołnierz i nauczyciel. Lwów 1888 – 1945 – Brzeg 1972]


Ubolewam, że władze lubuskie nie zauważają naszego polskiego dziedzictwa: gwaru kresowej wioski naszych przodków [A], malarskiej palety Mariana Słoneckiego i jego przywiezionego przez wysiedlonych z Kresów do Pyrzan obrazu [B] czy losów zmarłych przed laty żołnierzy przelewających krew za Polskę [C].

[AT. Lesiuk, Saga(n) rodu Pełechów spod Złoczowa czyli opowieść rodzinna Jaśkowej Teresy, Pyrzany 2019] [BA. Dereszowska, B. Mykietów, M. Śliwka, B. Woźniak, Od „Chusty św. Weroniki” do „Ołtarza Wita Stwosza”. Śladami Profesora Mariana Słoneckiego (1886-1969), Lwów – Wilno – Grodno – Warszawa – Kraków. Podlipce – Złoczów – Pyrzany, Zielona Góra – Pyrzany 2025] [CM. Kubiak, B. Mykietów, L. Opaczewska, Mieszkańcy Stryjówki koło Zbaraża w świetle Spisu familij i wspomnień, Zielona Góra 2019]

Czy w Zaborze nie było jednego sprawiedliwego, który by mógł zostać patronem fundacji? Czym Niemka – żona ludobójcy zasłużyła na ten honor? Od lat grupa potomków Kresowian spod Złoczowa opisuje i stara się zachować dziedzictwo przodków: bez dotacji, bez wsparcia i zainteresowania władz bądź też lubuskich naukowców. Tylko w jednej malutkiej wiosce Pyrzany znajdziemy kilkudziesięciu sprawiedliwych: tu w 1945 roku osiedli ludzie odważni – bohaterowie obrony polskiej ludności z Kozaków pod Złoczowem, zwycięskich walk z przeważającymi siłami ukraińskiego policyjnego pułku SS. [D – B. Mykietów, L. Opaczewska, Dawid i Goliat. Obrona wsi Kozaki pod Złoczowem 16 marca 1944 roku, Zielona Góra-Pyrzany 2019].

Na każdym lubuskim cmentarzu (w Zaborze na pewno też) spoczywają kresowi żołnierze. Cisi bohaterowie z kresowych wiosek, którzy mają twarze chłopaków z sąsiedztwa, wychodzących w bezksiężycową noc jakby szli na schadzkę z pannami. Ale oni idą z narażeniem życia ocalić dzwon z polskiego kościoła. Zakneblować jego serce i utopić w studni, by poczekał na lepszy czas, a ten miał nigdy nie nadejść [E]. Leżą w mogiłach, niezauważani przez uniwersyteckich historyków piszących o regionie [F], obrońcy Hanaczowa, andersowcy spod Monte Cassino, Sybiracy i wielu, wielu innych.

[EB. Woźniak, Zielona wioska. Hnilcze na Tarnopolszczyźnie. Od zarania do wygnania 1374-1944, Mieszkowice 2025] [F„Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza”. Dziedzictwo poniemieckie i PRL-owskie Ziemi Lubuskiej]

ICH LOSY – TO JEST WŁAŚNIE NASZE DZIEDZICTWO.

Naszym dziedzictwem są też niezwykłe pamiątki. Nie po Niemce, ale np. po lwowiaku Marianie Słoneckim – obraz namalowany dla kresowych Podlipiec, a z nim splecione losy obecnych mieszkańców lubuskiego, którzy przywieźli go w 1945 roku do Pyrzan.

Każdy dzień przynosi nowe odkrycia: na przykład wczoraj odnaleziono w lubuskiem unikatową akwarelę namalowaną przez legendarnego sportowca i żołnierza. Wszystkie te artefakty są opowieścią o heroizmie bez splendorów, o codzienności naznaczonej walką, o podniesionej głowie i nieugiętym karku…

Nowe znalezisko póki co pozostanie intrygującym niedopowiedzeniem. Dziś jedynie mała podpowiedź (a szczegóły i prezentacja już wkrótce):


 Bogusław Mykietów, 19.11.2025